Walka o byt
Tadeusz Sienkiewicz zaczął odwoływać się do sądów wierząc, że przed ich obliczem prawda wyjdzie na jaw. Wówczas już nie chodziło mu o osobę winną nieprawidłowości, a anulowanie zwolnienia z pracy.
Jedną po drugiej przegrywał. Mówi, że to co przeżył, nie mieści się w głowie, a postępowanie niektórych osób pracujących wówczas w sądownictwie przeraziło go.
- Najbardziej boli to, że w trakcie postępowania sądowego fałszowano przesłuchania świadków na moją niekorzyść, dokumentów dostarczonych przez PKZ, wyskrobywano ordynarnie niewygodne daty żyletką etc. - mówi rozżalony. - Kiedy oficjalnie mówiłem o tym ówczesnemu przewodniczącemu Sądu Rejonowego w Szczecinie, rozłożył bezradnie ręce i kazał napisać skargę.
W sprawie Sienkiewicza odbyło się kilkadziesiąt negatywnych dla niego rozpraw przed sądem rejonowym i wojewódzkim w Szczecinie oraz dwie przed Sądem Najwyższym.
- Czasami takie rozprawy, to był istny cyrk - uśmiecha się dziś na wspomnienie różnych zdarzeń. - Jedna ze spraw została przerwana, bo sędzia stwierdził, że sąd nie ma papieru, by protokołować rozprawę. Ja na to, że dam papier sędziemu, bo na rozprawę zawsze zabieram. On, że nie może ich przyjąć ode mnie, bo muszą być podstemplowane. Zaproponowałem, że pójdę do sekretariatu i podbiję pieczątką, na co sędzia, że nie jestem uprawniony, by iść do sekretariatu.
Inne tematycznie powiązane strony:
†
|